Edward Dudek. Pierwszy Polak, który przebiegł Spartathlon

On

Dwa miesiące przed najważniejszym biegiem życia zmarła mu żona. Został sam z trójką dzieci. Nie poddał się i został pierwszym Polakiem, który ukończył legendarny grecki Spartathlon, czyli 246-kilometrowy bieg z Aten do Sparty. Dziś mimo wieku 63 lat Edward Dudek nie zwalnia tempa. A doskonałej formy może mu pozazdrościć wielu młodych biegaczy.

29 września 1995 roku, godzina 12:18. Edward Dudek, 41-letni góral z Radziechów na Żywieczczyźnie dokonuje tego, czego wcześniej nie zrobił jeszcze żaden Polak. Po blisko 30-godzinnym biegu mija metę Spartathlonu, jednego z najtrudniejszych biegów świata. Kiedy licznie zgromadzona w Sparcie grecka Polonia śpiewa dla niego „Mazurka Dąbrowskiego” nie jest w stanie ukryć wzruszenia. – Pamiętam tylko, że pocałowałem wtedy duży palec pomnika króla Leonidasa i pomyślałem „wszystkie moje marzenia już się spełniły” – opowiada Edward Dudek.

Długa i bolesna droga do Sparty
Edward Dudek biegał niemal od zawsze. W czasach juniorskich był mistrzem okręgu krakowskiego w biegu na 3 kilometry. Później przez 10 lat uprawiał biegi narciarskie, zwyciężając w największych biegach (Bieg Piastów, Jaćwingów, Gwarków). Sportową karierę przerwał jednak po zakończeniu szkoły. Rozpoczął pracę – najpierw jako wuefista w szkole, a następnie jako górnik przodowy.

Rok 1989. Edward Dudek ciężko pracuje w kopalni, mimo to jego waga niebezpiecznie zbliża się do 100 kg. Uznał, że najlepszą receptą na walkę z nadwagą będzie bieganie maratonów i ultramaratonów. Pierwszy przebiegł w znakomitym jak na amatora czasie 2:57:24. W tym samym roku zaliczył też swój pierwszy bieg ultra – 100 kilometrowy Maraton Pokoju w Kaliszu. To był początek drogi, która kilka lat później zaprowadziła go na metę Spartathlonu.

Do zmierzenia się z dystansem 246 kilometrów biegacz z Radziechowic gotowy był już w 1993 roku. Przeszkodą okazały się jednak wysokie koszty wyprawy do Grecji i uczestnictwa w biegu. Kiedy 2 lata później przyszło zaproszenie od organizatorów marzenia zdawały się urzeczywistniać. Wtedy jednak Edwarda Dudka spotkała rodzinna tragedia. Dwa miesiące przed startem Spartathlonu, kilka dni po porodzie zmarła jego żona Ewa. Biegacz został sam z trójką dzieci, wyprawa do Grecji stanęła po znakiem zapytania. Sport nauczył go jednak walki z przeciwnościami. Wybiegał z domu o 3:30 rano jeszcze zanim jego synowie wyszli do szkoły. – Kiedy wracałem z treningu sąsiedzi już popijali piwko przed sklepem. „Edek, usiądź z nami” – wołali do mnie. Żartowałem wtedy: „nie mam pieniędzy. Jakbym miał, to bym z wami usiadł. A tak to muszę biegać” – opowiada biegacz.

Start życia
Ateny, 28 września, godzina 7:00. U podnóża Akropolu zbiera się 152 zawodników z 20 państw. Ruszają przy muzyce ze słynnych „Rydwanów Ognia”. O tej porze temperatura w stolicy Grecji jest jeszcze umiarkowana. Z każdą godziną jednak rośnie i robi się coraz bardziej uporczywa. Za to po około 150 kilometrach po wbiegnięciu na górę Sangas spadła do -3 stopni. Edward Dudek po ponad dwudziestu latach pamięta niemal każdy szczegół tego biegu. – Równie mocno pamiętam chwile ulgi i triumfu na mecie, co każdy kolejny kryzys na trasie i ciągłą walkę z samym sobą – wspomina. – To normalne, że na takiej trasie przychodzą do głowy myśli „po co mi to wszystko?”. Ale kryzysy są po to, żeby je przezwyciężać. Sport nauczył mnie takiej walki i odporności – dodaje.

Najpoważniejszy kryzys dopadł go na 162 kilometrze, ale po solidnym posiłku zdołał go przezwyciężyć. Do mety dotarł jako 4 zawodnik z czasem 29:18:24. I to bez żadnych suplementów, drogiego sprzętu sportowego i kilkuosobowej ekipy, która zadbałaby o wszystko. – Pierwsze 80 km przebiegłem na samej wodzie, bo wcześniej nigdy nawet coca-coli nie piłem – wspomina biegacz.

Edward Dudek przebiegł Spartathlon jeszcze dwukrotnie – w 1995 i 1998 roku. Kiedyś zastanawiał się, czy ponownie nie spróbować, ale ostatecznie uznał, że nie ma sensu. – Jest tyle ciekawych biegów na świecie, że szkoda wracać na tę samą trasę – uznał.

Biegowa turystyka
Teraz Edward Dudek uprawia biegową turystykę. – Staram się jak najwięcej przeżyć i zobaczyć. Żona mi czasem mówi: „przecież to samo masz w telewizji”. Ale to nie prawda. Tego, co człowiek doświadczy na trasie nie da się kupić za żadne pieniądze – podkreśla. W tej chwili na koncie ma już blisko 100 maratonów i drugie tyle ultramaratonów. . Poza Spartathlonem między innymi 460-kilometrowy Maraton Pokoju Hiroszima-Nagasaki czy dwa Maratony Piasków wzdłuż Bałtyk. Nie zamierza jednak na tym poprzestać. Marzy mu się maraton lodowy nad Bajkałem, bieg Szlakiem św. Jakuba, a nawet Bieg przez Dolinę Śmierci w Stanach Zjednoczonych.

Wolność biegania
Edward Dudek nie wyobraża sobie życia bez biegania. Ma już wypracowany system – dwa dni biegania i jeden dzień odpoczynku. – To już jest nawyk – podkreśla. Zimą natomiast biega na nartach, żeby odciążyć stawy i być w pełni gotowym na biegowy sezon. Co daje mu bieganie? – Wolność, jakiej nie daje żaden inny sport. Po drodze mijam ptaszki, sarny, drzewa itp. Spotykam ludzi, ładne dziewczyny, którym mogę puścić oczko. Pełna swoboda! – podkreśla legenda polskich biegów ultra.


Zobacz jak wygląda grecki Spartathlon: 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

bohaterownia.pl