Sebastian Karaś. Płynie po kolejne rekordy

On

Jest już rekordzistą Polski w przepłynięciu kanału La Manche oraz w 24-godzinnym pływaniu w basenie. A teraz chce zrobić coś, czego przed nim jeszcze nikt nie dokonał – przepłynąć 100 kilometrów w Bałtyku. Sebastian Karaś, pływak długodystansowy i nauczyciel pływania pokonuje kolejne przeszkody i przesuwa granice niemożliwego.

Nigdy więcej!
20 września 2015 roku, godzina 4:30. Sebastian Karaś wskakuje do wody w angielskim mieście Dover, by przepłynąć wzdłuż kanał La Manche. Jest ciemno, nieprzyjemnie. Do tego piekielnie zimno – temperatura wody sięga zaledwie 15 stopni Celcjusza i z każdym kolejnym kilometrem jest to odczuwalne coraz mocniej. W płynięciu do celu mocno przeszkadzają silne prądy, które znoszą na boki. W efekcie zamiast 33 kilometrów polski pływak musi pokonać aż 41 km! Jakby tego było mało przez cały ten czas boleśnie kąsały go meduzy, a słona woda utrudniała przyjmowanie pokarmu.

Po dotarciu do mety nie czuł radości, nie myślał „zrobiłem to!”. – Byłem tak wyczerpany fizycznie i psychicznie, że nie byłem w stanie nawet poczuć satysfakcji z tego, co zrobiłem. Po prostu czułem, że nigdy więcej nic takiego nie chcę robić, nie chcę przeżywać takiego cierpienia. Satysfakcja, tak naprawdę, przyszła dopiero po kilku tygodniach – opowiada Sebastian Karaś.

Zrobić to, czego nikt jeszcze nie zrobił
Sebastian Karaś zdecydował się płynąć przez kanał La Manche, żeby pokonać własne słabości. A już rok później zdecydował się zrobić coś, czego nikt wcześniej nawet nie próbował – przepłynąć 100 kilometrów w Bałtyku. Początkowo miał startować z Bornholmu i płynąć do Kołobrzegu, ale w ostatniej chwili – ze względu na silny wiatr – zdecydował, że to Kołobrzeg będzie miejscem startu. Nie była to najlepsza decyzja. Statkiem, który płynął z Bornholmu do Kołobrzegu tak bujało, że nabawił się choroby morskiej. Następnego dnia miał problemy z chodzeniem i utrzymaniem równowagi. Wszystko było jednak już przygotowane, cała ekipa w gotowości – zdecydował się na start. – Wskoczyłem więc do wody i płynąłem 8 godzin, ale niestety cały czas wymiotowałem i ostatecznie po ciężkiej walce musiałem przerwać próbę – mówi Sebastian Karaś.

Cała doba w basenie
Przegrana z siłami natury i własną niedyspozycją go jednak nie złamała. W tym roku zamierza ponownie spbować przepłynąć 100 kilometrów w Bałtyku. Dystans blisko 100 kilometrów nie jest dla niego obcy. W tym roku pobił rekord Polski w 24-godzinnym pływaniu na basenie, pokonując 97 kilometrów. – I to mnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że jestem w stanie przepłynąć taki dystans – mówi pływak, choć zdaje sobie sprawę z tego, że w morzu będzie zdecydowanie trudniej niż na basenie. Będzie musiał dodatkowo zmagać się z falami, zimnem i przez kilka godzin również z totalną ciemnością.

Sebastian Karaś jest na to przygotowany. Jest gotowy również na ogromny ból, jaki na pewno będzie towarzyszył takiemu pływaniu. – Ból przy takim pływaniu jest nieunikniony, ale im lepiej jest się wytrenowanym, tym później on przychodzi. Z własnego doświadczenia wiem, że po 6 godzinie zaczynają niesamowicie boleć mięśnie, stawy i ścięgna i przez kolejne kilkanaście godzin trzeba sobie z tym bólem radzić. A do tego dochodzi wiele mniejszych problemów, jak otarcia skóry od wykonywania ruchu czy uwieranie czepka i okularów. Po tym 24-godzinnym pływaniu miałem zapuchnięte i zaropiałe oczy. Z tym wszystkim trzeba sobie radzić głową – opowiada pływak.

Chociaż treningi zajmują mu nawet kilka godzin dziennie, Sebastian Karaś znajduje jeszcze czas na prowadzenie własnej Akademii Pływania. – Naszym celem jest zachęcanie ludzi do pływania i aktywnego stylu życia. Chcemy też zwrócić uwagę na umiejętności pływackie dzieci i młodzieży, bo wiemy, że każdego roku wiele osób tonie nad Bałtykiem i wielu innych miejscach – mówi Karaś.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

bohaterownia.pl