Generał Roman Polko. Poddanie się nie wchodzi w grę

On

W każdą podróż zabiera ze sobą dres i buty biegowe. A po wykańczającym locie na drugi koniec świata potrafi wskoczyć w strój sportowy i ścigać się na dystansie 25 kilometrów. – Bo jeśli się czegoś naprawdę chce, to zawsze znajdzie się na to czas – podkreśla generał Roman Polko, były dowódca elitarnej jednostki GROM, opowiadając o swojej biegowej pasji.

Generał Polko swoją biografią spokojnie mógłby obdzielić kilka osób. Dwukrotnie stał na czele elitarnej jednostki komandosów GROM, z którą m.in. zrealizował misję na pograniczu kosowsko-macedońskim, rozpoczął działania w Afganistanie i wziął udział w II wojnie w Zatoce Perskiej. Był doradcą ministra spraw wewnętrznych ds. zwalczania terroryzmu, wiceszefem, a następnie pełniącym obowiązki szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jest doktorem nauk wojskowych, wydał kilka książek, w telewizji prowadził program „Nieustraszeni”, a do tego udziela się społecznie.

Pomimo tylu obowiązków generał od kilkunastu lat znajduje jeszcze czas na regularne treningi i starty w maratonach, ultramaratonach i zawodach triathlonowych. Jak zrodziła się jego pasja do biegania? – Po prostu trafiłem na ludzi, którzy mnie nią zarazili. Wszystko zaczęło się od Jarka Szoty, z którym służyłem w GROM-ie. Opowiadał mi o próbach reaktywacji maratonu warszawskiego, o tym z jakimi trudnościami mierzy się na trasie, jak przełamuje kolejne bariery. Zdecydowałem, że sam też chcę tego spróbować – mówi generał Polko. 

 

Od początkującego do biegacza ultra 
Jak sam opowiada od 2003 r., kiedy zaczął biegać przeszedł wszystkie klasyczne etapy biegacza. Pierwszy, w którym popełniał sporo błędów, sprawdzał swoje możliwości. Kolejny, kiedy skupiał się na osiągnięciu coraz lepszych rezultatów, biciu własnych rekordów. Teraz natomiast jest na etapie, który sam nazywa biegową turystyką. – To znaczy, że planujemy sobie rodzinny wyjazd, a przy okazji są jakieś starty – tłumaczy generał.

Roman Polko ma na swoim koncie ma nie tylko maratony, ale także wiele biegów ultra. Z dotychczasowych biegów najlepiej wspomina Bieg Rzeźnika w Bieszczadach. – Brzmi dość okrutnie, ale w sumie było naprawdę super, bo były piękne widoki, miałem co podziwiać – wspomina. Najtrudniejszym był za to pierwszy Maraton Komandosa, niezwykle trudny bieg po lesie z ważącym kilkanaście kilogramów plecakiem.

 

Poddać się? Nie ma takiego słowa!
Doświadczenie wojskowe przydaje się w bieganiu. Generał Polko opowiada, że podczas szkoleń dla rangersów w Stanach Zjednoczonych czy kolejnych misji wojskowych spotykał się z podobną „ścianą” jak podczas maratonów. – Przychodzą wtedy do głowy myśli: „po co mi to wszystko”, „co ja tutaj robię”. Teoretycznie dużo łatwiej zejść z trasy maratonu niż z placu bitwy, ale jak mawiają rangersi słowo „poddanie się” nie istnieje w ich słowniku – zaznacza generał Polko.

Na bieganie czas jest zawsze
Jak przy wszystkich obowiązkach generał Roman Polko znajduje jeszcze czas na bieganie? – Dla mnie to jest bardzo prosta sprawa: jak komuś się chce i naprawdę zależy, to zawsze znajdzie czas na aktywność fizyczną. Sam miałem na przykład taką sytuację, że leciałem na konferencję do Honolulu na Hawajach, wylądowałem o drugiej w nocy, miałem jet-lag, byłem bardzo zmęczony, a mimo to o 5 rano byłem już na starcie biegu na 25 kilometrów – opowiada Roman Polko.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

bohaterownia.pl